Prawdziwa miłość...
środa, 18 czerwca 2014
Prośba:
Proszę bardzo o komentarze! To tylko kilka stuknięć klawiszami lecz dla mnie znaczy to bardzo dużo. Bardzo proszę o kilka komentarzy to dla mnie bardzo dużo znaczy i chcę, żebyście docenili moją pracę nad tym blogiem. Wiem, że do perfekcyjności mi bardzo dużo brakuje, ale staram się ulepszyć wygląd, rozdziały, żeby były ciekawsze. To wymaga czasu. Ale puki co czekam na komentarze. Proszę KOMENTUJCIE!
czwartek, 12 czerwca 2014
Rozdział.1"Nowe życie, nowe przygody i nowi przyjaciele..."
Violetta:
No cóż po raz kolejny się przeprowadzam. Mam dosyć tego, że ze względu na pracę taty co chwilę się przeprowadzamy. No, ale jest jak jest. Mamy nie mam, nie znam prawie nikogo z mojej rodziny. Tym razem mam nadzieję, że moje życie się zmieni...
-Violu wysiadamy. Jesteśmy w Buenos Aires.
-Co? Już? - Gdyby nie to, że nie mam przyjaciół to bym się cieszyła, że tu przyleciałam. Taksówka podjechała pod dom. Był strasznie duży, wręcz ogromny. Byłam kiedyś w Buenos Aires, ale przejazdem. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tu jest tak pięknie. Olga zaprowadziła mnie do mojego pokoju. Mówiąc zaprowadziła miałam na myśli wymęczyła. Od razu chciała wiedzieć jak było w tych wszystkich krajach, jak się leciało... Olgę powstrzymał Ramallo. Na moje szczęście.
-Och... Jak tu pięknie! To naprawdę mój pokój?
-Tak. Cały dla Ciebie. Violu moi znajomi powiedzieli mi, że przyjedzie tu ich syn. Federico. Pamiętasz go? To tamten Włoch. Będzie tu mieszkał. - Powiedział mój tata.
-Wiesz jego się nie da zapomnieć. - Ten wariat cały czas mi mówił, że jest we mnie zakochany. Mój tata jest wbrew wszystkim miłością mojego życia. Może kiedyś? Ale według niego mam 'tylko' 15 lat. A właśnie! Jeśli chodzi o dzień jutrzejszy. Jutro są moje urodziny. Jedyny dzień w roku, w którym tata nie jest taki... 'nad opiekuńczy'. Tego dnia nie pozwolę sobie zepsuć... Ale jak mam to zrobić skoro mieszka z nami ta okropna Jade i ten jej brat Matias. To są najgorsze osoby poznane mi w moim życiu. Wiele się przez nich nacierpiałam. Zwłaszcza przez Jade. Ech... Fede chyba już przyjechał... Nie mógł zaczekać kilku dni? Jutro będzie najgorszy dzień w roku. O ile tata nie wpadnie w furię gdy będę chciała zwiedzać to dziś będzie idealnie.
-Tato? Mogę przejść się po mieście? Proszę! Wiem, że dla Ciebie mam 'tylko' 15 lat, ale proszę!
-Dobrze, ale wróć przed 18. Żebyśmy nie musieli Cię szukać.
-Dobrze tato! Dziękuję! - Wzięłam swoją torebkę i poszłam. Dziwne, że tata się zgodził tak od niechcenia. Może ta podróż go zmieniła i przemyślał w końcu to, że nie warto więzić mnie jak księżniczkę w wierzy. Po 10 minutach spokojnego spaceru doszłam do jakiejś szkoły. Wszędzie były napisy "Studio 21". To chyba szkoła muzyczna. Marzeniem moich najskrytszych, ukrytych gdzieś głęboko marzeń jest dostać się do takiej szkoły. Ale i tak mam marne szanse. Wiem tylko tyle, że moja mama była (chyba) bardzo sławną piosenkarką. Chciałabym odziedziczyć po niej ten talent. Ale jak na razie nie mam jak sprawdzić tego czy jestem tak samo utalentowana jak ona. Weszłam do szkoły. Wszędzie wszyscy śpiewają, tańczą... Miejsce idealne!
-Maria? - Zawołał ktoś. Ja automatycznie się odwróciłam i powiedziałam:
-Nie. Jestem Violetta. Czy ja pana skądś znam?
-Jesteś córką Marii? - Zapytał ten pan. Nie wiem o co mu chodzi.
- Tak. Ale kim pan jest i skąd zna pan moją mamę?
-Tak trudno to powiedzieć. Violetto... Jestem tatą twojej mamy. Wiem szokujące to pewnie dla Ciebie, ale musiałem to powiedzieć. Mam na imię Antonio i mam nadzieję, że będę dobrym dziadkiem w stosunku do Ciebie. - Trochę mnie zatkało... Mam dziadka i nic o tym nie wiem? Co za szczęście, że go poznałam.
-Ale jak to? Przecież ja nawet nie mam pana na żadnym zdjęciu. Nie znam pana. I naprawdę nie wiem czy mogę panu wierzyć. - Wyszłam z tej szkoły. Usiadłam na ławce i popatrzyłam na chwile na tych wszystkich zadowolonych uczniów tego Studia. Zauważyłam też paczkę, która zbliżała się wolnym krokiem w moim kierunku.
-Znowu jakaś nowa? Na pewno nie zda! Jesteś za słaba na 100%! Ja jestem gwiazdą tego Studia, więc okrążaj go wielkim łukiem. - Mówiła jakaś blondynka.
-Ale ja...
-Nawet się nie tłumacz! Po prostu idź stąd! - Mówił brunet stojący koło blondynki.
-Nie słyszałaś? Znikaj! - A teraz jakaś czarno włosa. Poszłam gdzie indziej. Weszłam do Studia i ruszyłam w kierunku jakiejś sali. Była pusta. Weszłam i zaczęłam grać jakąś melodie. Przerwał mi znowu "mój dziadek".
-Czyli jednak zostałaś? Piękna melodia.
-Dziękuję. - Tak naprawdę miałam łzy w oczach, chciałam móc się teraz wykrzyczeć.
-Violetta coś się stało? - Zapytał.
-Nie mogę uwierzyć, że mnie tak okłamaliście! - I wyszłam. Usiadłam znowu gdzieś przed szkołą i schowałam twarz w rękach.
- Coś się stało? - Znam ten głos. To Fede.
- Idioto już we Włoszech Ci mówiłam, żebyś się odczepił!
-Eee tam... To było dwa lata temu. A teraz mów co się stało?
-Nie wiem czy mogę Ci aż tak zaufać, żeby mówić o swoich problemach.
-Oczywiście, że możesz. Mów.
-Tata po raz kolejny mnie okłamał. Mam dziadka, o którym nic a nic nie wiedziałam!
- Dobra spokojnie... Pogadaj może na spokojnie ze swoim tatą.
- Fede czy ty się słyszysz? Z nim się nie da na spokojnie. - Powiałam ironicznie.
-Chociaż spróbuj. Zrobi Ci się lepiej.
-Nawet nie wiedziałam, że potrafisz tak pomóc. Dzięki Fede.
-Nie ma za co. A teraz idę się zapisać do Studia. Idziesz ze mną?
- Dobra i tak nie mam nic do roboty. - I poszliśmy. Fede wszedł do pokoju nauczycielskiego, a ja czekałam na niego. Po krótkim czasie jakieś dwie dziewczyny mnie zaczepiły.
-Hej! Zapisujesz się do Studia? Jestem Cami, a to Fran.
-Cześć! Jestem Violetta. Ja tu przyszłam z kolegą. W życiu bym nie zdała do takiej szkoły.
-Słyszałyśmy jak grasz. Gdybyś miała jeszcze słowa, wszystko było by idealne. Jeśli chcesz to Ci pomożemy.
- Nie dzięki, ale mój tata za nic w świecie by się nie zgodził. Muszę już iść Miło było Was poznać. - I poszłam do Fede.
-Nowe znajomości? Super! A teraz musisz tu wypełnić.
-O nie! Nie będę nic wypełniać.
-Musisz, albo zrobię to za Ciebie. -Podsunął mi długopis i kartę zgłoszeń do Studia. - Potem będziesz mi za to dziękować. - Schowałam to do torebki i ruszyliśmy w stronę domu. Nie mogę uwierzyć! Nie ma mnie tylko godzinę, a mój tata już znalazł nową guwernantkę! Omijając ich szybko poszłam do pokoju. Wzięłam kartę zgłoszeń i zaczęłam wypełniać.
-Czyli jednak?
- Federico! Kto Cię tu wpuścił?
- Em... Drzwi były otwarte... Dobra nie ważne. Ważne, że to wypełniasz. To jest wielka szansa. Pamiętasz co było dokładnie półtora roku temu?
- Yyyy... Poszliśmy razem do parku we Włoszech?
-I?
-I gadaliśmy o moim wyjeździe?
-No, ale potem?
-Każde z nas wróciło do domu.
-Violetta skup się! Wtedy po raz pierwszy razem śpiewaliśmy. Wtedy powiedziałem Ci o Studiu. I wtedy powiedziałaś, że spróbujesz.
-Aaaa... O to Ci chodziło. Wiesz wole gadać na inne tematy jeśli mój tata jest w domu.
- Nie przesadzaj jakoś go ubłagam.
-Najpierw pomyśl czy to ma jakikolwiek sens? I tak się dowie, i długo w tym Studiu nie zostanę.
-Ale wtedy może przemyśli kilka spraw? Popatrz na to z trochę innej strony: poznasz kogoś, będziesz mieć przyjaciół...
-Żeby tylko to. Gdyby tak wymieniać to będę mieć: kłopoty, jeszcze bardziej "nadopiekuńczego" tatę, i może do tego jeszcze ta okropna Jade weźmie ślub z moim tatą czyli wychodzi na to, że najlepiej zmienić imię i nazwisko, i uciec z kraju.
-Nie, nie i ostatni raz mówię nie! Ty nie rozumiesz słów "spójrz na to z innej strony"?
-Rozumiem, ale tak się nie da Fede. Musisz zrozumieć tą sytuacje. Ja nie chce więcej kłopotów.
-Ok już mnie nie ma. Nie będę się wtrącać. - Fede wyszedł i jakoś smutno zrobiło się w tym pokoju. Cały czas myślę nad jutrzejszym dniem. Jeśli ktokolwiek go zepsuje to wykreślam z kalendarza ten dzień. To był jedyny dzień w roku, w którym tata na wszystko mi pozwalał.
Miłej lektury;) Mam nadzieję, że znajdzie się pod tym kilka komentarzy. Mam również wielką nadzieję, że docenicie to, że robię tego bloga, żeby opisać własną historię. Proszę o komentarze! 5 komentarzy = kolejny rozdział.
Pozdrawiam!
No cóż po raz kolejny się przeprowadzam. Mam dosyć tego, że ze względu na pracę taty co chwilę się przeprowadzamy. No, ale jest jak jest. Mamy nie mam, nie znam prawie nikogo z mojej rodziny. Tym razem mam nadzieję, że moje życie się zmieni...
-Violu wysiadamy. Jesteśmy w Buenos Aires.
-Co? Już? - Gdyby nie to, że nie mam przyjaciół to bym się cieszyła, że tu przyleciałam. Taksówka podjechała pod dom. Był strasznie duży, wręcz ogromny. Byłam kiedyś w Buenos Aires, ale przejazdem. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tu jest tak pięknie. Olga zaprowadziła mnie do mojego pokoju. Mówiąc zaprowadziła miałam na myśli wymęczyła. Od razu chciała wiedzieć jak było w tych wszystkich krajach, jak się leciało... Olgę powstrzymał Ramallo. Na moje szczęście.
-Och... Jak tu pięknie! To naprawdę mój pokój?
-Tak. Cały dla Ciebie. Violu moi znajomi powiedzieli mi, że przyjedzie tu ich syn. Federico. Pamiętasz go? To tamten Włoch. Będzie tu mieszkał. - Powiedział mój tata.
-Wiesz jego się nie da zapomnieć. - Ten wariat cały czas mi mówił, że jest we mnie zakochany. Mój tata jest wbrew wszystkim miłością mojego życia. Może kiedyś? Ale według niego mam 'tylko' 15 lat. A właśnie! Jeśli chodzi o dzień jutrzejszy. Jutro są moje urodziny. Jedyny dzień w roku, w którym tata nie jest taki... 'nad opiekuńczy'. Tego dnia nie pozwolę sobie zepsuć... Ale jak mam to zrobić skoro mieszka z nami ta okropna Jade i ten jej brat Matias. To są najgorsze osoby poznane mi w moim życiu. Wiele się przez nich nacierpiałam. Zwłaszcza przez Jade. Ech... Fede chyba już przyjechał... Nie mógł zaczekać kilku dni? Jutro będzie najgorszy dzień w roku. O ile tata nie wpadnie w furię gdy będę chciała zwiedzać to dziś będzie idealnie.
-Tato? Mogę przejść się po mieście? Proszę! Wiem, że dla Ciebie mam 'tylko' 15 lat, ale proszę!
-Dobrze, ale wróć przed 18. Żebyśmy nie musieli Cię szukać.
-Dobrze tato! Dziękuję! - Wzięłam swoją torebkę i poszłam. Dziwne, że tata się zgodził tak od niechcenia. Może ta podróż go zmieniła i przemyślał w końcu to, że nie warto więzić mnie jak księżniczkę w wierzy. Po 10 minutach spokojnego spaceru doszłam do jakiejś szkoły. Wszędzie były napisy "Studio 21". To chyba szkoła muzyczna. Marzeniem moich najskrytszych, ukrytych gdzieś głęboko marzeń jest dostać się do takiej szkoły. Ale i tak mam marne szanse. Wiem tylko tyle, że moja mama była (chyba) bardzo sławną piosenkarką. Chciałabym odziedziczyć po niej ten talent. Ale jak na razie nie mam jak sprawdzić tego czy jestem tak samo utalentowana jak ona. Weszłam do szkoły. Wszędzie wszyscy śpiewają, tańczą... Miejsce idealne!
-Maria? - Zawołał ktoś. Ja automatycznie się odwróciłam i powiedziałam:
-Nie. Jestem Violetta. Czy ja pana skądś znam?
-Jesteś córką Marii? - Zapytał ten pan. Nie wiem o co mu chodzi.
- Tak. Ale kim pan jest i skąd zna pan moją mamę?
-Tak trudno to powiedzieć. Violetto... Jestem tatą twojej mamy. Wiem szokujące to pewnie dla Ciebie, ale musiałem to powiedzieć. Mam na imię Antonio i mam nadzieję, że będę dobrym dziadkiem w stosunku do Ciebie. - Trochę mnie zatkało... Mam dziadka i nic o tym nie wiem? Co za szczęście, że go poznałam.
-Ale jak to? Przecież ja nawet nie mam pana na żadnym zdjęciu. Nie znam pana. I naprawdę nie wiem czy mogę panu wierzyć. - Wyszłam z tej szkoły. Usiadłam na ławce i popatrzyłam na chwile na tych wszystkich zadowolonych uczniów tego Studia. Zauważyłam też paczkę, która zbliżała się wolnym krokiem w moim kierunku.
-Znowu jakaś nowa? Na pewno nie zda! Jesteś za słaba na 100%! Ja jestem gwiazdą tego Studia, więc okrążaj go wielkim łukiem. - Mówiła jakaś blondynka.
-Ale ja...
-Nawet się nie tłumacz! Po prostu idź stąd! - Mówił brunet stojący koło blondynki.
-Nie słyszałaś? Znikaj! - A teraz jakaś czarno włosa. Poszłam gdzie indziej. Weszłam do Studia i ruszyłam w kierunku jakiejś sali. Była pusta. Weszłam i zaczęłam grać jakąś melodie. Przerwał mi znowu "mój dziadek".
-Czyli jednak zostałaś? Piękna melodia.
-Dziękuję. - Tak naprawdę miałam łzy w oczach, chciałam móc się teraz wykrzyczeć.
-Violetta coś się stało? - Zapytał.
-Nie mogę uwierzyć, że mnie tak okłamaliście! - I wyszłam. Usiadłam znowu gdzieś przed szkołą i schowałam twarz w rękach.
- Coś się stało? - Znam ten głos. To Fede.
- Idioto już we Włoszech Ci mówiłam, żebyś się odczepił!
-Eee tam... To było dwa lata temu. A teraz mów co się stało?
-Nie wiem czy mogę Ci aż tak zaufać, żeby mówić o swoich problemach.
-Oczywiście, że możesz. Mów.
-Tata po raz kolejny mnie okłamał. Mam dziadka, o którym nic a nic nie wiedziałam!
- Dobra spokojnie... Pogadaj może na spokojnie ze swoim tatą.
- Fede czy ty się słyszysz? Z nim się nie da na spokojnie. - Powiałam ironicznie.
-Chociaż spróbuj. Zrobi Ci się lepiej.
-Nawet nie wiedziałam, że potrafisz tak pomóc. Dzięki Fede.
-Nie ma za co. A teraz idę się zapisać do Studia. Idziesz ze mną?
- Dobra i tak nie mam nic do roboty. - I poszliśmy. Fede wszedł do pokoju nauczycielskiego, a ja czekałam na niego. Po krótkim czasie jakieś dwie dziewczyny mnie zaczepiły.
-Hej! Zapisujesz się do Studia? Jestem Cami, a to Fran.
-Cześć! Jestem Violetta. Ja tu przyszłam z kolegą. W życiu bym nie zdała do takiej szkoły.
-Słyszałyśmy jak grasz. Gdybyś miała jeszcze słowa, wszystko było by idealne. Jeśli chcesz to Ci pomożemy.
- Nie dzięki, ale mój tata za nic w świecie by się nie zgodził. Muszę już iść Miło było Was poznać. - I poszłam do Fede.
-Nowe znajomości? Super! A teraz musisz tu wypełnić.
-O nie! Nie będę nic wypełniać.
-Musisz, albo zrobię to za Ciebie. -Podsunął mi długopis i kartę zgłoszeń do Studia. - Potem będziesz mi za to dziękować. - Schowałam to do torebki i ruszyliśmy w stronę domu. Nie mogę uwierzyć! Nie ma mnie tylko godzinę, a mój tata już znalazł nową guwernantkę! Omijając ich szybko poszłam do pokoju. Wzięłam kartę zgłoszeń i zaczęłam wypełniać.
-Czyli jednak?
- Federico! Kto Cię tu wpuścił?
- Em... Drzwi były otwarte... Dobra nie ważne. Ważne, że to wypełniasz. To jest wielka szansa. Pamiętasz co było dokładnie półtora roku temu?
- Yyyy... Poszliśmy razem do parku we Włoszech?
-I?
-I gadaliśmy o moim wyjeździe?
-No, ale potem?
-Każde z nas wróciło do domu.
-Violetta skup się! Wtedy po raz pierwszy razem śpiewaliśmy. Wtedy powiedziałem Ci o Studiu. I wtedy powiedziałaś, że spróbujesz.
-Aaaa... O to Ci chodziło. Wiesz wole gadać na inne tematy jeśli mój tata jest w domu.
- Nie przesadzaj jakoś go ubłagam.
-Najpierw pomyśl czy to ma jakikolwiek sens? I tak się dowie, i długo w tym Studiu nie zostanę.
-Ale wtedy może przemyśli kilka spraw? Popatrz na to z trochę innej strony: poznasz kogoś, będziesz mieć przyjaciół...
-Żeby tylko to. Gdyby tak wymieniać to będę mieć: kłopoty, jeszcze bardziej "nadopiekuńczego" tatę, i może do tego jeszcze ta okropna Jade weźmie ślub z moim tatą czyli wychodzi na to, że najlepiej zmienić imię i nazwisko, i uciec z kraju.
-Nie, nie i ostatni raz mówię nie! Ty nie rozumiesz słów "spójrz na to z innej strony"?
-Rozumiem, ale tak się nie da Fede. Musisz zrozumieć tą sytuacje. Ja nie chce więcej kłopotów.
-Ok już mnie nie ma. Nie będę się wtrącać. - Fede wyszedł i jakoś smutno zrobiło się w tym pokoju. Cały czas myślę nad jutrzejszym dniem. Jeśli ktokolwiek go zepsuje to wykreślam z kalendarza ten dzień. To był jedyny dzień w roku, w którym tata na wszystko mi pozwalał.
Miłej lektury;) Mam nadzieję, że znajdzie się pod tym kilka komentarzy. Mam również wielką nadzieję, że docenicie to, że robię tego bloga, żeby opisać własną historię. Proszę o komentarze! 5 komentarzy = kolejny rozdział.
Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)